Sądziłem, że niewiele może mnie już zdziwić. Naiwny jestem. Ostatnio udało się wprowadzić mnie w osłupienie wydawcom kolorowych pisemek.


Nie wstydzę się tego, że przeglądam taką prasę, bo niby dlaczego nie? Dowiedziałem się już np. jak zrobić placek ze śliwkami, czego mam użyć, jeżeli na dywan wyleję kieliszek wina, jak uniknąć na udach pomarańczowej skórki lub zmarszczek pod oczami. Życiowe potrzebne porady. Okazuje się jednak, że redakcje kolorowych pism mają też doskonały kontakt ze społeczeństwem.

Z rubryk poświęconych listom czytelników aż wylewa się rzeka ludzkich dramatów. Pani X nie może spać po nocach, bo ma zbyt łamliwe paznokcie, pani Y natomiast rwie włosy z głowy, bo nie może sobie poradzić z łupieżem, do tego pani Z się rozwodzi, bo mąż ma kochanka, a pani V czuje pociąg do dwóch koleżanek z biura. To już przerobiłem i myślałem, że wszystko o ludzkich sprawach wiem.
A jednak nie…

Tego, co spotkałem ostatnio, naprawdę się przestraszyłem. Na ostatniej stronie pisma pojawiła się mrożąca krew w żyłach propozycja: Rzuć klątwę! Jeżeli ktoś cię denerwuje lub stanął na twojej drodze rzuć na niego urok!

Wystarczy wystukać numer, podać imię wroga i już! Zwija się z bólu, świat wali mu się na głowę, a jego żona odjeżdża w siną dal z bogatym dżentelmenem.
W myślach szybko zrobiłem rachunek sumienia, przewertowałem listę osób, które ewentualnie mogłyby wpaść na pomysł, by tak  uprzykrzyć mi życie.

Po chwili przyszło jednak olśnienie! Zaraz, zaraz, a gdyby tak sprawę odwrócić? Jest przecież kilku takich, z którymi moje stosunki nie są zbyt poprawne. A może by tak… Chwileczkę, jaki to numer trzeba wystukać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>